Sukces zbudowany na tradycji

Rozmowa ze Stanisławem Jaroszem, prezesem grupy TAURUS S.A.

- W tym roku firma Taurus obchodzi 30-lecie istnienia. Pół tysiąca pracowników, zakłady produkcyjne, firmowe sklepy i bary, hotele i restauracje. Jaka jest recepta na taki sukces?

- Patrząc z perspektywy, muszę powiedzieć, że całe życie miałem „pod górkę”. Ale starałem się realizować swoje marzenia, nie zapominając o tym, co w życiu jest ważne. Rodzina, szacunek dla tradycji i uparte dążenie do celu. Jestem najlepszym dowodem na to, że jest to przepis na sukces. Praca i reagowanie na zmieniającą się sytuację. Miałem też ogromne szczęście do ludzi. W cieniu mojego powodzenia kryje się wielu ludzi. I ci, którzy pomogli mi w trudnych chwilach, i ci, z którymi pracuję od wielu lat. Oni stoją za moim sukcesem i jestem im za to ogromnie wdzięczny. Wśród nich pierwsze miejsce zajmuje moja żona, która uwierzyła, że moje pomysły – czasem ryzykowne – mają sens.

prezes_dolina


- Sięgnijmy do początków. Jak to się zaczęło? Dlaczego zdecydował się Pan produkować tradycyjne wyroby mięsne? Czy od razu miał Pan pomysł na swój biznes?


- Oczywiście, że nie. Imałem się różnych zajęć. Pracowałem na etacie. Jeździłem taksówką. Zajmowałem się transportem. Handlowałem matami budowlanymi. Próbowałem wielu rzeczy. Ale w końcu postanowiłem realizować swoje marzenia. Kiedyś, będąc nastolatkiem chciałem iść do szkoły masarskiej lub zostać leśnikiem. Czasy były trudne. Ludzie byli biedni. Trzeba było myśleć, by przeżyć, czasem z dnia na dzień. Mój ojciec był rolnikiem. Utrzymywał rodzinę, ciężko pracując. Gdy mama zachorowała, pomagałem mu. Odłożyłem na bok moje marzenia i plany. Starałem się robić, co było w mojej mocy, by być wsparciem dla rodziców. To mój ojciec, wykorzystując doświadczenia dziadka, Michała, zaczął produkować wędliny, według tradycyjnych receptur. Nie do przecenienia była tu pomoc mojej ciotki, która była uznaną kucharką. Przygotowywała przyjęcia weselne i prymicje. To właśnie ją wzywano, gdy trzeba było zorganizować ważną uroczystość, i to w całym regionie – w Małopolsce i na Podkarpaciu. Bazowała na starych, tradycyjnych, sprawdzonych przepisach. Była świetna w tym, co robiła. Ona nauczyła mojego ojca, jak przyrządzać mięsa i wytwarzać kiełbasy. Było to w czasie wojny i zaraz po jej zakończeniu. Nie było zbyt wielu możliwości. Ale dzięki nim przetrwały tradycyjne przepisy, a przede wszystkim przekonanie, że ważne jest, by potrawy były przygotowywane z dobrych, zdrowych lokalnych produktów.


- Na tej podstawie opiera się sukces firmy Taurus?


- Tak. W dzisiejszych czasach żyjemy szybko i jemy szybko. To jednak nie oznacza, że musimy jeść byle co. I firma Taurus odpowiada na te potrzeby. Wszystkie nasze produkty oparte są na tradycyjnych podstawach. Także garmażeryjne, które są odpowiedzią na oczekiwania naszych Klientów. Bary, które sytuujemy przy ważnych szlakach komunikacyjnych, mają w menu potrawy, które są przygotowywane w oparciu o produkty firmy Taurus, bo zawsze na pierwszym miejscu stawiamy sprawdzoną jakość. Piętnaście naszych wyrobów znalazło się na liście wyrobów tradycyjnych, firmowanej przez Ministerstwo Rolnictwa. Nasze golonki, kiełbasy, boczki nie bez powodu mają certyfikaty i są nagradzane. Dbamy o jakość i chcemy, by była ona ciągle potwierdzana przez bezstronne gremia. Najwyższym wyróżnieniem jest jednak dla mnie zawsze zadowolenie Klientów. Ich liczba, każdego dnia, przekonuje, że taka polityka ma sens.


- Oprócz standardowej oferty, zakładów produkcyjnych, sklepów i barów, proponuje Pan także wypoczynek na dobrym poziomie. Chodzi o hotele i restauracje. Wśród nich bardzo szczególne miejsce zajmuje „Dolina Pstrąga”.


- Mamy kilka hoteli. A także sale konferencyjne i ofertę organizowania imprez okolicznościowych. Przygotowujemy je na wysokim poziomie, zdając sobie sprawę z tego, że są w życiu wydarzenia, które wymagają specjalnej oprawy. Szczególnie bliska mojemu sercu jest „Dolina Pstrąga” w Machowej. To miejsce, które urządzam, bo to wciąż niezamknięty proces, realizowany według mojej osobistej wizji. Chciałbym stworzyć tu miejsce wypoczynku dla całych rodzin. Mamy propozycje dla dzieci, młodzieży i dorosłych. „Dolina Pstrąga” to kompleks wypoczynkowy położony w obrębie rezerwatu przyrodniczego „Słotwina”. To duży teren, ze stawem, w którym można łowić pstrągi, wypożyczalnia rowerów – bo to świetna okolica na rowerowe wycieczki, rancho – z dużą przestrzenią dla dzieci. A to nie koniec. Mam plany rozwoju tego miejsca – tak aby było świetną przystanią dla ludzi spragnionych wypoczynku na łonie przyrody. Mam do „Doliny Pstrąga” szczególny sentyment. Może dlatego, że to miejsce magiczne. W latach sześćdziesiątych XIX wieku spadł tam meteoryt, „ognisty diabeł”, jak kiedyś mówili o nim okoliczni mieszkańcy. Po zetknięciu z ziemią, wyrył krater o głębokości trzech metrów i średnicy ośmiu. Przed wejściem do naszej karczmy prezentujemy pozostałości meteorytu. To jeden z dowodów, że jest to miejsce szczególne.


- Pana ulubiona potrawa to…


- Kiełbasa, ale koniecznie wędzona i gorąca, z pieca. Może dlatego, że jej smak przynosi mi szczególne wspomnienia. Pamiętam, że poznałem go jako dziesięciolatek i od tego czasu we mnie pozostał.


- Czego można życzyć prezesowi firmy Taurus z okazji 30-lecia istnienia – dziś już – grupy TAURUS S.A.?


- Zdrowia. A zdrowie to dobre jedzenie, przygotowywane ze zdrowych produktów, według tradycyjnych receptur. I dobrych ludzi wokół.

 

 

 

<< powrót